środa, 9 października 2013

Rozdział 22 & 23


Witajcie kochani!! Oto ja, dawno nie widziana złotooka. Nowa szkoła to trudny okres, ale już jestem. I mam dla was niedpodzankę bo dziś pojawią się nie jeden ale dwa rozdziały!! Nestępny rozdział jest już prawie gotowy i mam nadzieje że wkróce się pojawi. Koniec tego gadania, ponieważ wszyscy jesteście uroczyście zaproszeni na najciekawszy bal w historii Eatonville:
***
Z punktu widzenia Edwrda:
Słońce już prawie zaszło. Tylko kilka ostatnich promieni jeszcze dostało się przez okno do mojego pokoju. Byłem już ubrany w mój czarny smokeing kiedy usłyszałem, że ktoś puka do drzwi. –Proszę- powiedziałem spokojnie. Drzwi się uchyliły i głowa Esme pojawiła się w szparze. –Mogę wejśc- zapytała. Pokiwałem głową. Moja matka wkroczyła do pokoju krokiem pełyn gracji. Jej kremowa suknia do ziemi, kontrastowała z jej karmelowimi włosami.
Esme podeszła do mnie i zaczeła mi poprawiać krawat. Uśmiechała się. Nawet w szpilkach, ledwo sięgała mi do brody. Nagle jej oczy zrobiły się suche. Położyłem jej dłoń na ramienu –Co się stało?- zapytałem zmartwiony. –Nic, nic- powiedziała gładząć ramiona mojego smokeingu.   –Przecież widze-. Esme przez chwile była cicho. Próbowałem nie słychać jej myśli. Jeśli będzie chciała powiedzieć co ją gnębi, to powie. –Po prostu nie mogę uwierzyć jak ten cas leci, nie tak dawno temu byłeś samotnikiem który nie mógł znaleść swojego miejsca na ziemi. A teraz! Masz piękną i mądrą córke i...- dobrze wiedziałem co chciała powiedzieć, ale się na to nie zdobyła. Sam nie wiedziałem jakie są stosunki między mną a Bellą, a Esme nie chciała być wcipska. –Wszystko w porzątku- powiedziałem –Też mam nadzieje, że ten okres jest przejściow-
***
Z okień świeciły się światła, wzdłuż ścieszki do głównego wejśća paliły się lampiony. Szpital w Eatoville nie przypominał starego białego budynku z brudnymi oknami, takiego jak w Forks. Tutejszy szpital przypominał raczej wielki dom letniskowy, z trawą na dachu. Ciemne drewno wtapiało się w otaczające je drzewa. Szpital specializował się  w leczeniy ciężko chorych dzieci. Dlatego też dla wielu był ostatnią deską ratunku. Dziecią w szpitalu mówiono, że lasy są magiczne i że jeśli dobrze się szuka, można zobaczyć wróżkę chowającą się za krzaczkiem, albo elfa zbierającego jagody. Dzięki temu wielu małych ludzi mogło porwócić do domu w pełni zdrowe, a inne mogły znów ożyć zanim przyjdzie po nie nagła śmierć.
Bella trzymała się kurczowo mojego ramienie. Nawet to, że jest wampierm, nie zmieniło tego, że nie umie i nie lubi tańczyć. Moja towarzyszka miałą na sobie prostą białą sukienkę w stylu Marliyn Monroe, wiedziałem, że to sukienka z szafy jednej z moich sióstr, ale leżała na Belli perfekcyjnie. Nessie miała na sobie słotką, niesbieską suknię do ziemi. Wokoła tali miała kokardę w tym samym kolorze co sukienka. Szła spokojnie obok nas i trzymała się mojej drugiej ręki.
W środku szpitala, atmosfera była taka sama jak na zęwnątrz. Drewniane ściany i lampiony przy suficie. Pierwszym pomieszczeniem, była mała przytulna recepcja. Pielęgniarka w średnim wieku i niebieskim uniformie sziedziała za wysoką drewnianą ladą i witała gości. Kiedy zobaczyłą Carlisla, w jej oczach odrazu pojawyły się wesołe świetliki. –Dobry wieczór doktorze- powiedziała z uśmiechem.
Udaliśmy się do sali gdzie odbywało się samo przyjęcie. Sala nie była taka duża, ale wystarczając by pomieścić całą śmietankę w Eatonville. Dwie ściany były kompletnie przeszklone, dzięki temu czułem jak las otaczający szpital, prawie wchodzi do pomieszczenia. Ściany miały kolor ciemnego drewna, które kontrastowało z białymi sofami i fotelami. W myślach Carlisle wyczytałem, że to jest pokój dzienny, gdzie dzieci mogą się bawić i przebywać większość czasu. Teraz pacjęci którzy byli w stanie wyjść z łóżek byli z nami w sali, a inni byli w swoich pokojach, oczywiście można było ich odwiedzać.
Nessie prawie odrazu puściła moją dłoń i powiedziała, że idzie poszukać swojej koleżanki. Przytuliła mnie i swoją mamę na pożegnanie, a potem widziałem już tylko jej włosy znkające wśród tłumu ludzi. Chwile później zobaczyłęm ordynatora szpitala. Stanął na małym podeście postawionym na prawo od drzwi. W dłoni trzymał mikrofon, domyśliłem się, że czas na przemowę powitalną. Mężczyzna zaczął przemawiać monotonnym głosem, widocznie nie pierwszy raz to robił. Nie słuchałem co mówi, moją uwagę przyciągała jedynie piękna wampirzyca która trzymała się mojego ramienia.

***
Rozdział 23

***
Z punktu widzenia Reneesme:
Odnalazłam Cassie przy jednej z szklanych ścian. Stała oparta o szybę, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Czuła się niepewnie pośród tych wszystkich ludzi. Na jej buzi odrazu pojawił się uśmiech kiedy mnie zobaczyła. Jej piękne włosy były zwinęte w dwa koczki i kilka pasem włośow wisiało pojedynczo dookoła jej twarzy. Jej sukienka była prosta, ale przy tym piękna. Jasno niebieski pastel, cienkie ramiączka i pojedyńcza róża w tali.
Pięknie wyglądasz Nessie- powiedziała i przytuliła mnie na powitanie.- Ty wyglądasz jeszcze pięniej- powiedziała odwzajemniając uścisk. – Nie wcale nie, to tu jesteś tu najpiękniejsza, a widziałaś Victoriie i Hannha, grr- wydała z siebie dziwny dziwęk przypominający warczenie. Nagle salę wypełinły gromkie brawa, przemowa się skończyła. Ludzie zaczeli się rozchodzić, jedni poszli do bufetu z przekąskami, inni zaczeli tańczyć w rytmie spokojnej muzyki. W tłumie dostrzegłam ciocie Rosalie i wujka Emmetta. Ciocia miała na sobie piękną czerwoną suknię do ziemi, jej suknia pasowało do krawatu wujka. Kiedy mnie zobaczyli pomachali i wrócili do tańca. Kiedy Cassie zobaczyła, że macham do nich, jej oczy się powiększyły. –Kto to?- zapytała wskazując na moją ciocię. –To moja ciocia i wujek. Rosalie Hale i Emmet Cullen-
Postanowiłyśmy wyjść. Na dworze stały dmuchane atrakcje i konkursy. Było tam już wiele dzieci. Całe miejsce oświetlały lampiony i latarnie. Dostrzegłam też ognisko i kiełbaski. Przy stoisku z balonami wodnymi dostrzegłam kolejne znajome mi osoby. Wujek Jasper rzucał w twarz papierowego klauna a ciocia Alice mu dopingowała. Dobrze wiedziałam, że wujek udaje, jakby chciał, to mógł by trawić klauna w twarz dopóki nie skończą sie balony z wodą. Ale tu chodziło o pozory.
Ciocia Alice miała na sobie krótką białą sukienkę przed kolano. Sukienka miała złote zdobienia na tłowiu, a ciocia wyglądała w niej jak elf. Wujek miał na sobie czasny smoking ze złotym krawatem. Usłyszałam pisk cioci, wujek właśnie wygrał ogromnego białego miśa. Ciocia przyjeła premię i podarowała ją małej dziewczynce w szrafroku, która stała za nimi w kolejca. Na twarzy dziewczynki zawitał uśmiech. Ciocia mnie zobaczyła i pomachala –Cześc Renesmee- powiedziała i odwróciła się do wujka. Cassie patrzyła się na mnie zdezorjentowana, -Kolejna ciocia i wujek- powiedziałam.
Kolejnym przystankiem był dmuchany zamek ze ślizgawką. Już był przepełniony przez dzieci, goście i pacjenci bawli się wspólnie na wielkiej dmuchanej konstrókcji. W kolejce na ślizgawke dostrzegłam Victorie i Hannah. Cassie miała racje, obie wyglądały ślicznie. Miały takie same sukienki, dzięki czemu chyba chciały uchodzić za bliźniaczki. Ich sukienki były fioletowe z żółtymi kwiatami. Cassie i ja szybko się schowałyśmy za najbliszszym namiotem, nie miałyśmy zbytnio ochoty na konforntacje. Niestety dziewczyny chyba nas zobaczyły, bo zaczyły spoglądać w naszą stronę i szeptać między sobą.
Nagle zobaczylam znajomą twarz. Z potarganymi włosami i okularami z dużymi czarnimi oprawkami, asystent dziadka Nate, dmuchał balony. Asystent dziadka to młody starzysta który mieszka w Eatonwille zaledwie od kilku tygodni. Jest wysoki i szczupły, ale kiedy ratuje życia zmienia się w supermena, przynajmniej tak mówi dziadek. Podeszłyśmy do stażysty. Był ubrany w swój normalny unimorm, niebieskie spodnie i t-shirt, kieszenie w jego białym fraku były wypełnione kolorowymi balonami które miały być napompowane tego wieczora.
– Cześć Renesmee, kim jest twoja przyjaciółka?- jego angielski akcent sprawił, że obie z Cassie zarómieniłyśmy się. Nate zauważyl nasze czerwone policzki i uśmiechnął się szeroko. –Hei Nate, to Cassie Eliot- powiedziałam i wskazałam na Cassie. ­­-Cassie jak już wiesz, to Nate Green- powiedziałam wskazując na Nate’a. –To ty jesteś tą sławną Cassie Eilot, Renesmee dużo mi o tobie opowiadała, sama pani Cullen dopilnowała by twoja rodzina była na liście gości- powiedział i wyjął żółty, nienapompowany balonki z kieszeni fraku. Napompował bolon który przybrał podłużną formę. –Przedstawiam wam, węża­- powiedział i trzymając przed nami dlugie napompowane zwierze bez oczu, bądź czegokolwiek co mogło je bardziej upodabniać do jakiegokolwieg węża. –Nie potrawisz zrobić psa?- zapytałam między chichotami. –Umiem, tylko że ostatni bardziej przypominał żyrafe, a kilka poprzednich pękło zanim dostało wszystkie nogi, ale węże też są fajne nie?-  podziwiał balon w swojej ręce.
-Oczywiście, że są, chociaż ja osobiście wole, pumy- usłyszałam głos za mną. Kiedy się odwróciłam zobaczyłąm blondwłosą piękność z równie złotymi oczami... 
***
A więc jak myślicie? Wyszłam z wprawy? Mam problemy z weną i mam nadzieję że blokada zniknie. Poza tym strasznie się za wami stęskniłam i przepraszam z nieobecność, obiecuje że spróbuje wrócić do pisania! Kocham was (Jeśli jeszcze tam jesteście)
Buziaki


-złotooka